Jesteś tutaj:   CYKLOiD.pl


U nas dalej już nie można jechać - 54°50´ N, Przylądek Rozewie 2009

Autor  | Opublikowano: 06-sierpień-2009 | Odsłony 2491
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Długie przygotowania, obmyślanie trasy, szukanie patronatów medialnych, sponsorów i już wszystko zapięte prawie na ostatni guzik, a tu nagle rozsypuje się grupa. Czyżby półroczna moja praca i  przygotowania poszły na marne? Szkoda tyle pracy. Zacząłem intensywne poszukiwania osób chętnych na wyjazd i gdy już myślałem, że nic z tej wyprawy nie będzie nagle odezwał się Piotr. Szybko doszliśmy do porozumienia i przygotowania znów ruszyły pełną parą. Zaplanowany wyjazd przesunął się tylko o tydzień, więc 21.07.2009 r. ruszyliśmy na podbój najdalej wysuniętego punktu na północy Polski.

Pierwszy dzień - kierunek Wieluń i prawie 145 km za nami.

Pierwszy nocleg już w woj. Łódzkim. Zwiedzania było bardzo mało więc mogliśmy tyle przejechać. Kolejny dzień przywitał nas deszczem. Ale nie zrażamy się tym, w pełni przygotowani do deszczu ruszamy dalej. Dzisiaj kierujemy się w stronę Kalisza. Tutaj zwiedzmy to piękne miasto i jak zawsze uwieczniamy jego wizerunek na zdjęciach. Dzisiaj po 114 km w woj. Wielkopolskim idziemy spać by nabrać sił na następny dzień. Kolejny dzień i kolejne atrakcje. Dzisiaj kierunek Konin. Ale zanim tam dojechaliśmy to jeszcze jedliśmy śniadanie przy sklepie w Dzierzbiu, a tam od miłych pań dostaliśmy nie tylko gorącą wodę, ale również herbatę, cukierki i czekolady.

W Koninie spotykamy pana Pawła, który opowiada nam o mieście i o tym, co można tutaj zobaczyć. Więc zwiedzamy, kilka zdjęć i jedziemy do Lichenia Starego. Tutaj kąpiel w ciepłej wodzie, później zwiedzania robiącej ogromne wrażenie Bazyliki. Jak zawsze zdjęcia to podstawa naszej wyprawy, więc i tutaj ich nie zabrakło. Dzisiaj po ok. 90 km. jazdy nocujemy w woj. Kujawsko ? Pomorskim. Noc minęła pod znakiem deszczu, burzy i silnych wiatrów. Ale namiot dał sobie z nimi radę. Dzisiaj jedziemy w kierunku Ciechocinka, ale wcześniej podziwiamy przeprawę promową przez Wisłę w Nieszawie. Później zwiedzamy Ciechocinek wraz z jego atrakcjami. Pełni sił jedziemy jeszcze do Torunia. Tutaj po wieczornej toalecie wychodzimy zwiedzać to piękne miasto - coś wspaniałego. Następnego dnia jedziemy do Golubia ? Dobrzynia, gdzie obowiązkowym punktem jest  zamek wraz ze śliczną panoramą miasta. Miła pani kasjerka pilnuje naszych rowerów, a my w tym czasie podziwiamy okolice. Następnym punktem dnia dzisiejszego jest  Grudziądz, ale tam nie docieramy. Jednak na obrzeżach miasta nad zalewem w Rudniku znajdujemy nocleg.

Po 102 kilometrach jazdy idziemy spać, bo jutro dzień zaczynamy od zwiedzania Grudziądza. Na rynku w Grudziądzu spotykamy pana Andrzeja, który bardzo chętnie oprowadza nas po tym mieście i zaprowadza w takie miejsca, gdzie na pewno sami nigdy byśmy nie znaleźli. Po zwiedzaniu jedziemy do Kwidzynia, gdzie opuszcza nas i wraca do domu. My zjadamy mały obiad i jedziemy do Malborka. Siódmy dzień naszej wyprawy zaczynamy od zwiedzania malborskiego Zamku Krzyżackiego  oraz okolicznych kościołów. Następnie Elbląg i jego atrakcje. Pamiątkowe zdjęcie najniższego punktu w Polsce 1,8 m. p.p.m.  a następnie kilka zdjęć panoramy miasta z wieży Bramy Targowej. Dzisiejszą noc spędzamy w Zatoce Gdańskiej, a dokładniej w Kątach Rybackich.

Kąty Rybackie

Następny dzień zaczynamy od wizyty w Obozie Koncentracyjnym Stutthof. Obóz ten robi naprawdę ogromne wrażenie - warto tam jechać. Później przeprawiamy się promem przez Przekop Wisły szerokości 470 m. Na promie dowiadujemy się szybką i krótka historię przekopu. Następnie docieramy do Trójmiasta, gdzie nocleg znajdujemy w Sopocie. Po przejechaniu prawie 800 km kolejny dzień w woj. Pomorskim przeznaczamy na zwiedzanie Gdańska, Gdyni, a wieczorem Sopotu.

54o08 N

30.07.2009 r. to dzień, w którym zdobywamy nasz cel  54o08 N. Jednak szybko tam dojeżdżamy i postanawiamy zawitać jeszcze na Hel. Droga rowerowa Mierzeją jest całkiem sympatyczna i malownicza z Zatoka pucką po prawej naszej stronie i Morzem Bałtyckim po lewej.  Po drodze pomagamy jeszcze parze osób w załataniu przebitej dętki i jedziemy dalej. Z helu wracamy do Gdyni tramwajem wodnym, na który musieliśmy wprowadzić rowery bez sakiew (ale nikt nas o tym wcześniej nie poinformował w kasie). Następnie ja za 70 zł a Piotr za 50 zł zafundowaliśmy sobie powrót pociągiem pośpiesznym do domu z miejscami leżącymi na naszych karimatach na korytarzu przy rowerach. Dobrze, że nie musieliśmy jeszcze rozbijać namiotu.  Ale nawet to wydarzenie nie zniechęciło nas do myślenia  o kolejnych wyprawach, które może już w przyszłym roku?

STATYSTYKI

Dystans całkowity: 930 km.

Ilość dni jazdy: 10 dni

Prędkość max: 66,8 km/h

Max dystans dzienny: 144,15 km.

Artykuły powiązane

  • Włóczykij 2015

    Autor:

    9. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij odbędzie się w terminie od 19 lutego do 1 marca 2015r.

    Tradycyjnie przez 11 dni do Gryfina przybędzie około 120 gości, którzy opowiadać będą o swoich przygodach i relacjach w miejscach z rozległych zakątków naszego globu. Oprócz głównego trzonu programu odbędzie się jak zawsze wiele innych wydarzeń, takich jak: degustacje potraw, pokazy filmów świata, wycieczki po regionie, warsztaty dla dzieci i młodzieży, koncerty z muzyką alternatywną, ekstremalny rajd na orientację na 100 i 50 km oraz Bal Włóczykija.

  • UCIECZKA W ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI

    Autor:

      11 listopada to prezent, dar od losu i historii. Wolne. Dla większości Polaków nie żaden czas  do zadumy nad cudem odzyskaną wolnością kilkadziesiąt lat temu, ale radość z długiego weekendu. Sklepy monopolowe przeżywają oblężenie już dzień wcześniej, od popołudnia do późnego wieczora. Ot, święto państwowe - my mamy wolne. Jest czas na odreagowanie za trudy tygodnia. Za wykonywaną pracę zwykle za marne pieniądze, za arogancję polityków, w tym także tych z krzyżem na klacie i z gębą pełną frazesów. My mamy wolne. Ja mam wolne. Polska ma wolne.

      Otworzyłem butelkę piwa i pomyślałem o moim wyborze. Jest 10 listopada, piękny ciepły wieczór, Częstochowa. Mogę jechać jutro do Warszawy rzucać cegłą w policję. Wtedy będę niepokornym, a może nawet wyklętym patriotą walczącym z układem. Mogę iść na manifestację organizowaną przez Prezydenta – zostanę wtedy resortowym dzieckiem. Zaraz mi znajdą ojca w ZOMO i dziadka w Wehrmachcie. Mogę iść do kościoła po pseudopatriotyczną indoktrynację i podpowiedź na kogo głosować w nadchodzących wyborach. Mogę się upić i przeleżeć cały dzień. Mogę nie robić nic. Nie chcę nie robić nic, bo szkoda takiego dnia. To jest taki piękny, słoneczny dzień.

  • PRZY SZABASOWYCH ŚWIECACH

    Autor:

    Kolejna podróż w głąb naszego pięknego kraju. Wycieczka w świat nieistniejący już nie tylko w sposób fizyczny, co jest zrozumiałe i oczywiste, ale nieistniejący zupełnie w naszej świadomości. Pełen tajemnic i zaskakujących czasem odkryć. Świat polskich Żydów, współgospodarzy tych ziem od stuleci, nieobecnych dopiero od 70 lat, ale przez dziesięciolecia skutecznie rugowanych z naszej pamięci i historii.

CYKLOID PRO

Projektowanie serwisów internetowych

logo-CykloidPRO-270