Jesteś tutaj:   CYKLOiD.pl


UCIECZKA W ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI

Autor  | Opublikowano: 20-listopad-2014 | Odsłony 882
Oceń ten artykuł
(6 głosów)

  11 listopada to prezent, dar od losu i historii. Wolne. Dla większości Polaków nie żaden czas  do zadumy nad cudem odzyskaną wolnością kilkadziesiąt lat temu, ale radość z długiego weekendu. Sklepy monopolowe przeżywają oblężenie już dzień wcześniej, od popołudnia do późnego wieczora. Ot, święto państwowe - my mamy wolne. Jest czas na odreagowanie za trudy tygodnia. Za wykonywaną pracę zwykle za marne pieniądze, za arogancję polityków, w tym także tych z krzyżem na klacie i z gębą pełną frazesów. My mamy wolne. Ja mam wolne. Polska ma wolne.

  Otworzyłem butelkę piwa i pomyślałem o moim wyborze. Jest 10 listopada, piękny ciepły wieczór, Częstochowa. Mogę jechać jutro do Warszawy rzucać cegłą w policję. Wtedy będę niepokornym, a może nawet wyklętym patriotą walczącym z układem. Mogę iść na manifestację organizowaną przez Prezydenta – zostanę wtedy resortowym dzieckiem. Zaraz mi znajdą ojca w ZOMO i dziadka w Wehrmachcie. Mogę iść do kościoła po pseudopatriotyczną indoktrynację i podpowiedź na kogo głosować w nadchodzących wyborach. Mogę się upić i przeleżeć cały dzień. Mogę nie robić nic. Nie chcę nie robić nic, bo szkoda takiego dnia. To jest taki piękny, słoneczny dzień.

Wyciągam swój zakurzony rower, który miał już tak leżeć w oczekiwaniu na nowy sezon, krótki przegląd, rzut oka na mapę i w drogę. Dni są krótkie, więc ja już o 8 rano pomiędzy potłuczonym szkłem butelek poprzedniego wieczoru walających się po chodnikach rozpoczynam swoje obchody najważniejszego narodowego święta. Na niebie intensywny błękit. Na drzewach resztki złotych liści, marne wspomnienie październikowej jesieni a w oknach, w tych niektórych nasze flagi narodowe. Święto Niepodległości i wolności, choć wielu nadal w stanie wojny. Od 70 lat pokój – najdłuższy w historii naszego narodu, ale dla niektórych wciąż okupacja: rosyjska, niemiecka a nawet żydowska! W końcu Wałęsa wpuścił do kraju 3 miliony Żydów. Kto by pomyślał? Nigdy nie przestaną mnie dziwić wyznawcy takich kretyńskich teorii, w zasadzie kolekcjonuje w pamięci ich wypowiedzi – jako anegdotę ale też i przestrogę. ''Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy'' powiedział autor naszej niepodległości i jeden z największych Polaków – Józef Piłsudski. Dziś (pseudo) narodowi politycy, oraz ci, rzekomo patriotyczni noszą Jego podobiznę jak ikonę. Wiadomo – bił ruskich więc jest nasz. Nie, nie jest wasz i nigdy nie będzie. Piłsudski nie był narodowcem. Nie był w obozie tzw. Wielkiej Polski, a do Ukraińców (tych przeklętych banderowców) i Żydów (największych zdrajców narodu polskiego) odnosił się z szacunkiem. ''Żydzi? Ja ich po prostu lubię'' – mawiał. Porzucił wiarę, i to jaką? Jedyną, słuszną i sprawiedliwą czyli katolicką a wszystko to dla kobiety. Dla uczucia. Dla miłości. Potem były kolejne, romans za romansem, a prasa brukowa, konserwatywna i katolicka huczała na Jego temat mieszając marszałka z błotem. Ale cóż tam życie prywatne, skoro politycznie był ruskim agentem. Tak, tak – takie zarzuty formowała wobec Niego polityczna, narodowa opozycja. Jak widać, ruski agent jest przymiotem, którym rzuca się w politycznych oponentów już od stulecia. Nie śmieszy mnie to, raczej spycha do coraz bardziej radykalnych osądów niektórych grup ludzi.

fullsizerender-b1

 JESIENNE KLIMATY W DRODZE DO BORONOWA

 

   Ale nic – dziś jadę. Podążam. Szukam. Jest święto, nasze, polskie – więc ja zamierzam szukać dziś tego, co było zawsze esencją, dumą i siłą naszego kraju – jego wielokulturowości. Wielonarodowości. Uwierzycie? – gdy do Francji przyjeżdżała polska delegacja prosić na króla Henryka Walezego mieszkańcy przecierali oczy ze zdumienia: kogo wśród barwnej polskiej stuosobowej reprezentacji narodu nie było. Katolicy i prawosławni. Kalwini i arianie. Nawet jakiś Tatar się zapodział. W tym samym czasie na francuskich brukach schła jeszcze krew innowierców. Właśnie ludzie skończyli się wyrzynać i udowadniać, która religia jest prawdziwsza, a Bóg mocniejszy, a tu taka wizyta z dalekiego, dzikiego kraju położonego na peryferiach Europy. Minęło 500 lat i mamy państwo jednonarodowe. O ironio, dzięki dwóm największym naszym wrogom. Hitlerowi, który wymordował polskich Żydów i Stalinowi, który oderwał pół Polski wraz z Ukraińcami i Białorusinami a do tego wysiedlił nam wszystkich Niemców. Dziś, dzięki nim wrogiem ''patrioty'' nie jest już Żyd czy Niemiec, ale pedał. Lewak (wciąż nie wiem, co to oznacza). Komuch. Ba, nawet tęcza.

  Uciekam więc na dzisiejszy dzień od polskości, tej biało-czerwonej coraz częściej jednak biało czarnej, agresywnej i nacjonalistycznej a dodatkowo maksymalnie upolitycznionej. Potrzebuję czegoś innego. Odmiennego. Potrzebuję oceanu spokojnego.

 

fullsizerender-b4

STADO DZIKÓW POD BORONOWEM

 

  Jest naprawdę ciepło, 8 rano, dnia 11 listopada. Jadę w krótkich spodenkach i lekkim polarze. Kierunek: zachód. Dawna granica między Królestwem Polskim a państwem pruskim. Bocznymi ulicami docieram do Blachowni. Droga wije się między stawami nad którymi pełno rybaków. Popijają wódeczkę a ja tylko muszę uważać, aby nie przeciąć któremuś wędki na pół. Leśny dukt doprowadza mnie do wsi Cisie, gdzie skręcam na leśną drogę do Herbów. Ta dawna nadgraniczna miejscowość dziś nie urzeka niczym szczególnym. Dawne duże budynki należące do carskich urzędów i straży granicznej są już tylko pamiątką po świetnych latach tej miejscowości. W Herbach skręcam w lewo i obieram asfaltową drogę na Boronów. Jest cicho i spokojnie. Wszyscy posnęli? Nie ma nawet rowerzystów?

  Asfaltowa droga dłuży mi się niemiłosiernie. Tuż przed Boronowem ogrodzony teren pełen dzików. Pewno niebawem pójdą na stół. Szkoda mi tych sympatycznych zwierzaków. Przyglądam się z zaciekawieniem temu całkiem sporemu stadku, niestety – nie mam nic do jedzenia, żeby im rzucić.

fullsizerender-a5

POŁOŻONY WŚRÓD SZCZERYCH PÓL ZAPOMNIANY CMENTARZ W CIESZOWEJ

 

fullsizerender-a4

CZĘŚĆ MACEW ZOSTAŁA ODNOWIONA

 

fullsizerender-a6

GÓRSKIE KLIMATY W CIESZOWEJ

 

fullsizerender-c1

ŚLADY NAWAŁNICY SPRZED 6 LAT SĄ WIDOCZNE DO DZIŚ

 

  Wsiadam na rower i dalej – wjeżdżam do wsi. Tutaj nie zobaczy się biało – czerwonych flag. Jesteśmy już na Górnym Śląsku, przed wojną określanym mianem Białego Śląska. Sami Ślązacy przywiązani do polskości nieraz udowadniali swojej lojalności. Niestety – choć przed wojną w granicach naszego kraju mieli przyznaną im autonomię, to dziś odmawia im się prawa do uznania ich jako narodu śląskiego. Co niektórzy ''patriotyczni'' politycy nazywają ich ''zawoalowaną opcją niemiecką''. Polskie kompleksy i obnoszenie się z niewiarą we własną kulturę i własny naród. Droga do nikąd.

 

FullSizeRendera2

  CIESZOWA - XVIII WIECZNY DREWNIANY KOŚCIÓŁ

 

FullSizeRendere

PAMIĄTKOWA FOTA

 

  Po napadzie Niemiec na Polskę cały teren Śląska został włączony w granice III Rzeszy. Wraz z wykrwawianiem się armii niemieckiej na wszystkich frontach zaczęto sięgać po przedwojennych obywateli polskich w celu uzupełniania rezerw: Ślązaków, Kaszubów a nawet samych Polaków najpierw zmuszając ich do podpisania Volkslisty (karą za niepodpisanie było wyrzucenie z domu i zsyłka w nieznane, czyli w granice Generalnego Gubernatorstwa albo wysłanie całej rodziny do obozu koncentracyjnego). Po podpisaniu Volkslisty zwykle dość szybko następowało wcielanie mężczyzn do Wehrmachtu. Żołnierze po przeszkoleniu byli wysyłani na front. Nie spotkałem się nigdzie, czytając wspomnienia byłych Wehrmachtowców aby żołnierze ci byli źle przyjmowani w jednostkach frontowych. Byli polscy obywatele dzielili po prostu los żołnierza frontowego razem z Niemcami. Był to już ten okres wojny, w którym Niemcy wszędzie ponosili klęski i wiara w nieomylność Hitlera mocno podupadła. Polacy i Ślązacy byli bardzo cenieni zwłaszcza na froncie wschodnim, gdzie często pełnili rolę tłumaczy. Byli też bitnym żołnierzem i z uznaniem odnosili się o nich dowódcy. Zdobywali odznaczenia, mieli prawo do urlopów takie samo jak żołnierze niemieccy. Nierzadko nawiązywali przyjaźnie ze zwykłymi kolegami z okopu. Ale nie walczyli o swoją sprawę. Na froncie zachodnim masowo dezerterowali w efekcie czego Polskie Siły Zbrojne pod koniec wojny składały się z 20% byłych żołnierzy Wehrmachtu! Na froncie wschodnim było jednak zupełnie inaczej. Wziętych do niewoli Polaków czy Ślązaków nie przekazywano polskiej armii gen. Berlinga. Stalin potrzebował jeńców, którzy w łagrach i kopalniach mieli zastąpić sowieckich mężczyzn poległych w wojnie z Niemcami. Zwykle Polacy wzięci do niewoli przez Rosjan byli traktowani jak Niemcy a marionetkowy ''rząd lubelski'' nie miał w tej sprawie żadnej możliwości działania. Takie przypadki jak casus Gustlika z ''Czterech pancernych'', który był nomen – omen dezerterem z Wehrmachtu należały do rzadkości. Oczywiście nie wszyscy Ślązacy byli wcielani siłą. Było, i to całkiem sporo takich, który rym bliżej było do Niemiec niż do Polski. Przy czym nie wiązałbym tego z niechęcią do wszystkiego co polskie, ale do tego, że ludzie ci, z dziada – pradziada byli obywatelami niemieckimi. To za Niemca Górny Śląsk stał się potęgą gospodarczą, a pierwsze lata rządów Hitlera, nim pchnął miliony ludzi do wojny w imię chorej ideologii zapoczątkowały na Śląsku erę znacznego rozwoju gospodarczego.

 

fullsizerender-f4

POMNIK ŻOŁNIERZY WEHRMACHTU, KTÓRZY POLEGLI W BORONOWIE 19 STYCZNIA 1945 R

 

  Wjeżdżam wreszcie do Boronowa, zwiedzanie wsi zostawiam sobie na później i niebieskim szlakiem rowerowym kieruje się do położonej 5 kilometrów dalej wsi Cieszowa. Oglądam tam z zewnątrz zabytkowy drewniany kościółek po czym kieruje się na położony za wsią cmentarz żydowski. Żydzi zamieszkujący tą wioskę odeszli na długo przed krwawymi rządami Hitlera i jego bandy i to być może dzięki temu ta urokliwie położona nekropolia przetrwała wojnę w stanie niemal nienaruszonym. Po wojnie zupełnie nie interesowano się losem cmentarzyka. Dopiero po roku 2000 zaczęto go porządkować, jednakże w 2008 szalejąca trąba powietrzna powyrywała rosnące na nim drzewa i zniszczyła go w znacznym stopniu. Dziś ponownie uporządkowany zadziwia swoim malowniczym położeniem i pewną egzotyką hebrajskich napisów i pomników o odmiennych niż katolickie kształtach.

 

fullsizerender-f3

XVII W. KOŚCIÓŁ W BORONOWIE W JESIENNEJ SCENERII

 

  Telefonem wykonuje kilka zdjęć po czym wracam do Boronowa. Tam, w miejscowej restauracji jem wyśmienite kluski śląskie (no bo jakie inne) po czym podjeżdżam pod drewniany kościółek z 1611 roku. W pięknej, jesiennej scenerii wygląda niezwykle. Przy jednej ze ścian cmentarnego muru niewielki pomnik żołnierzy Wehrmrachtu poległych tu podczas sowieckiej ofensywy. W zasadzie pochowano ich obok cmentarza i dopiero w 1953 roku ogrodzenie poprowadzono tak, aby i oni znaleźli się na uświęconej ziemi. Dziwne to wszystko – cały czas ktoś chce rządzić innymi ludźmi. XX wiek to nie stulecie postępu, ale stulecie najkrwawszych wojen w imię różnych ideologii. Gdzieś w tle jest ta czy inna władza, nakazy, zakazy i ograniczenia. Przykre to wszystko, że gdzieś tu, na polskiej ziemi w piachu leżą bezimienni młodzi ludzie, którym nie dane było wrócić do swojej ojczyzny.

 

fullsizerender-e2

W ŚLĄSKIEJ RESTAURACJI

 

  Postanawiam więc odwiedzić jeszcze jedno podobne miejsce. Miejsce, w którym zginęli z kolei polscy żołnierze. W końcu dzień do tego jak najbardziej właściwy i czuję, że powinienem tam zajrzeć.

  No to jedziemy. Ruszam asfaltem w kierunku Częstochowy. Po drodze trafiam na jakiegoś rowerzystę, który wiezie się na moim kole. Cwaniak. Zaczynam przyspieszać, lecz nie mogę go zgubić. A co mi się będzie wiózł, mógł przecież chociaż zapytać. Pierwsza górka – sprężam się i odjeżdżam.

 

FullSizeRenderh

 WYMAGAJĄCY SZLAK CZERWONY NIEDALEKO KONOPISK

 

  Wieś Konopiska, tam mam jeden ze swoich ulubionych szlaków rowerowych w pobliżu Częstochowy. I jadę tak tym czerwonym rowerowym, a wszystko wokół płonie. Nisko stojące słońce oświetla bajkowo cały las. Słyszę szelest jaki wywołuje moja maszyna. Na polarze pełno chińskich biedronek. Ponoć żrą nasze, polskie. To skandal. Ten rząd doprawdy nie robi nic nawet w tak banalnej sprawie jak chińskie biedronki!

 

fullsizerender-f1

JESIEŃ WIDOCZNA Z MOJEGO ROWERU

 

  W lesie sucho, ale pola podmokłe, więc taplam się w błocie. Sobie tylko znanymi ścieżkami jadę przez krainę, która określam krainą mini – Biebrzy. Słychać nawet jak szumią trawy. Czuję się po prostu fantastycznie, choć zastanawiam się czy zdążę zrobić zaplanowaną ad-hoc trasę.

 

fullsizerender-h1

''BIEBRZAŃSKIE'' KLIMATY NA ŁĄKACH KOŁO KONOPISK

 

fullsizerender-g2

DROGA WIJE SIĘ WŚRÓD WYSOKICH TRAW

 

fullsizerender-g3

WSZYSTKO NA TAK: ŚWIATŁO, POGODA, TRASA

 

FullSizeRenderg

ELEMENTY TECHNIKI ZAGUBIONE POŚRÓD PÓL

 

  Przekraczam drogę szybkiego ruchu i wjeżdżam na rowerowy szlak pomarańczowy, który znacznie skraca mi drogę do pamiątkowej tablicy i miejsca symbolicznego grobu polskich żołnierzy września 1939 w Pustkowiu Chorońskim. Ale, ale? Czy tylko polskich? Przed wojną Polaków w Polsce było nieco ponad 60%. Czy ktoś z Was zastanawiał się ilu nie – Polaków stanęło z bronią gotową do obrony kraju? Pewno nie. Samych Żydów było prawie 18%. Icek Aronowicz nie był Polakiem. Był Żydem. Oddał życie za Polskę. A Semko Dydyk? Wśród polskich Ukraińców istotną rolę odgrywali nacjonaliści spod znaku OUN. Nienawidzili Polski, co zrozumiałe, bo dla nich byliśmy jednym z okupantów ziem ukraińskich. Podpisanie paktu Ribbentrop – Mołotow pod koniec sierpnia 1939, gdy polityka niemiecka błyskawicznie przeorientowała się z kursu na Ukraińców na kurs na Sowietów było dla tych pierwszych bardzo dużym zaskoczeniem. Wobec błyskawicznego wzrostu napięcia pomiędzy Polską a Niemcami ukraińscy nacjonaliści wydali oświadczenie, w którym stwierdzili, że choć rachunki między narodem ukraińskim a polskim nie zostały wyrównane to Ukraińcy staną razem z Polakami do obrony państwa. Fakt, że na kresach różnie z tym bywało, i zwłaszcza po ataku ZSRR 17 września na Polskę bardzo często strzelano do pojedynczych polskich żołnierzy, jednakże, jak się wydaje w znacznej mierze byli to ukraińscy komuniści niż nacjonaliści. Dla tych ostatnich zawsze największym wrogiem byli Rosjanie, i to nieważne: biali czy czerwoni. A żołnierz ukraiński w polskim mundurze bił się dzielnie. I ginął za nie swoją Ojczyznę.

 

DSCF0148

ARONOWICZ ICEK, HABERMAN BEREK, SEMKO DYDYK I INNI - ZGINĘLI ZA POLSKĘ

 

  To jest właśnie to, co w historii lubię. Te wszystkie szczególiki, niuanse tak różne od oficjalnych, podręcznikowych streszczeń, które raczej zniechęcają zamiast zachęcać do poznawania dziejów naszego kraju. To właśnie dzięki tym szczegółom, wertowaniu książek autorów polskich i zagranicznych, pamiętników zwykłych ludzi uzyskuje się pełny obraz wielu spraw i zagadnień. Obraz, który często trudno przyjąć do świadomości, ponieważ prawda delikatnie rzecz ujmując jest mało dla nas wygodna.

 

FullSizeRender40

GÓRY SOKOLE W SWEJ ''KRWAWEJ' ODSŁONIE

 

  Dość rozmyślań, to nie lato, to listopad – muszę ruszać dalej. Zjeżdżam szybko z Pustkowia w dół i lasami, żółtym szlakiem przez rezerwat Góry Sokole szeleszczę do Olsztyna po nagrodę za dzisiejszy patriotyczny trud.

 

FullSizeRender20

PODSUMOWANIE WYCIECZKI PRAWDZIWYM, POLSKIM PIWEM

 

Miejsce: Bar Leśny

Atrybuty: Zimne piwo ŚWIEŻE, ponoć na dortmundzkich chmielach, ale kto by tam wiedział co to dortmundzkie chmiele. Ważne, że dobre. Do tego jeszcze placek po węgiersku, bo karmią tam dobrze. Krótka sjesta. Przymykam oczy. Wciąż nie spotykam rowerzystów. Pomarli.

  Wyluzowany wsiadam na rower. Jeszcze tylko lody pod zamkiem, bo tak ciepło na dworze. Sam relaks. Zbieram myśli. Kończę sezon. Zdjęcie XIV wiecznej warowni – pochwalę się kolegom, nie uwierzą.

 

fullsizerender-24

XIV WIECZNA WROWNIA JURAJSKA W PODCZĘSTOCHOWSKIM OLSZTYNIE

 

  I zupełnie grzecznie, prostą jak strzała drogą wracam kulturalnie do domu.

  Albo nie. Jeszcze jedna niespodzianka. Częstochowski Umschlagplatz – miejsce wywozu 40 tys. częstochowskich Żydów do obozu zagłady w Treblince. Tuż obok mały zniszczony budyneczek. Zawsze ogrodzony blachą falistą którą właśnie ktoś odgiął. Nigdy tam nie byłem i nie mogę przegapić takiej szansy. Wchodzę w to złe miejsce - świadka najstraszniejszej historii mego miasta. To z tego budynku wychodził zawiadowca, machał chorągiewka i kilkadziesiąt bydlęcych wagonów pełnych ludzi odjeżdżało w ostatnią drogę.

  Krótka trasa a tyle emocji. Okruchy powikłanej historii Polski teraz w moim oku. Nie żadnej wielkiej ale normalnej. Mojej. Naszej. Kocham swój kraj.

 

fullsizerender-2

CZĘSTOCHOWSKI UMSCHLAGPLATZ - MIEJSCE WIELKIEJ TRAGEDII

fullsizerender-22

BUDYNEK STACJI CZĘSTOCHOWA WARTA, Z KTÓREGO ODPRAWIANO POCIĄGI DO TREBLINKI

 

fullsizerender-g1

NIEBO NAD CZĘSTOCHOWĄ 11 LISTOPADA 2014

 

 

Artykuły powiązane

  • Włóczykij 2015

    Autor:

    9. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij odbędzie się w terminie od 19 lutego do 1 marca 2015r.

    Tradycyjnie przez 11 dni do Gryfina przybędzie około 120 gości, którzy opowiadać będą o swoich przygodach i relacjach w miejscach z rozległych zakątków naszego globu. Oprócz głównego trzonu programu odbędzie się jak zawsze wiele innych wydarzeń, takich jak: degustacje potraw, pokazy filmów świata, wycieczki po regionie, warsztaty dla dzieci i młodzieży, koncerty z muzyką alternatywną, ekstremalny rajd na orientację na 100 i 50 km oraz Bal Włóczykija.

  • PRZY SZABASOWYCH ŚWIECACH

    Autor:

    Kolejna podróż w głąb naszego pięknego kraju. Wycieczka w świat nieistniejący już nie tylko w sposób fizyczny, co jest zrozumiałe i oczywiste, ale nieistniejący zupełnie w naszej świadomości. Pełen tajemnic i zaskakujących czasem odkryć. Świat polskich Żydów, współgospodarzy tych ziem od stuleci, nieobecnych dopiero od 70 lat, ale przez dziesięciolecia skutecznie rugowanych z naszej pamięci i historii.

  • Hit konkret Góry Bialskie feat. AS

    Trasa rowerowa wokół Gór Bialskich zwanych Sudeckimi Bieszczadami.

    Góry Bialskie to miejsce z rzadka uczęszczane przez turystów. Szlaki o niskim poziomie trudności, płaskie szczyty, duże zalesienie i niewielkie zaludnienie - tak w skrócie można scharakteryzować to miejsce.

CYKLOID PRO

Projektowanie serwisów internetowych

logo-CykloidPRO-270