Jesteś tutaj:   CYKLOiD.pl


ZIMNE PIWO NA NIKISZU

Autor  | Opublikowano: 03-listopad-2013 | Odsłony 1148
Oceń ten artykuł
(6 głosów)

Co bym robił gdybym nie jeździł na rowerze? Po robocie gazeta, piwo, mecz? Kilka fajek wypalonych na balkonie przy pomruku tego miasta? Nie muszę się jednak nad tym zastanawiać, bo – choć już tyle lat jeżdżę na mojej Meridzie, to rzecz ta wciąż sprawia mi mnóstwo zabawy. W zasadzie każdy słoneczny weekend w tym roku spędzałem na nabijaniu kilometrów porzucając przy tym moja inną miłość – góry. Nie jest więc dziwne, wcale a wcale, że w słoneczny poranek 12 października znów, machinalnie i prawie, że bezwiednie znalazłem się na siodełku mojej maszyny. Trasa wymyślona od niechcenia, spontanicznie zaaranżowana, na zasadzie ''co ma być, to będzie''. Wyobraziłem sobie leżąc rankiem w ciepłej pościeli, że pojadę w jakieś wyjątkowe miejsce napić się piwa. Po przewertowaniu kilku map pomysł padł na Śląsk – i już oczyma wyobraźni widziałem siebie w zadymionej knajpie, w ceglanej kamienicy, pośród głosów ciekawie brzmiącej śląskiej gwary. Solidny drewniany stół a w moim ręku jakieś regionalne piwo. Jakie?

Tego w moim marzeniu nie widziałem, zdałem się na łut szczęścia. Postanowiłem więc pojechać do Nikiszowca, starej górniczej osady na peryferiach Katowic, by pośród zabytkowej zabudowy zrealizować swój zamiar, może w jakiejś knajpie, a może w urokliwym miejscu w parku czy nad rzeką – w każdym bądź razie TAM. Na Nikiszu byłem już kiedyś, przelotem i pamiętam, że to miejsce, a jednocześnie plener wielu polskich filmów zrobiło na mnie jak najbardziej pozytywne wrażenie.

DSCF1833

Piękne, błękitne niebo i złoto-czerwone drzewa, które widziałem przez moje okno umacniały mnie w wierze. W tej wierze, że wartości estetyczne wycieczki będą niezwykłe. Trafiłem idealnie, w TEN moment, gdy wszystko wygląda najpiękniej. Stan taki trwa zwykle ok. tygodnia. Wtedy to drzewa mają jeszcze wszystkie liście, ale już w zmienionym, jesiennym kolorze i masz wrażenie, że spotkały się jednocześnie dwie pory roku. Plan wycieczki był prosty – osią mojej drogi miała być trasa A1, a raczej lokalne drogi położone czy to po jednej, czy po drugiej stronie autostrady. Szacowałem, że przejadę ok. 80 km, choć w rzeczywistości wyszło 114 km. No trudno, w zasadzie żadna to dla mnie różnica.

 

DSCF1880

SZLAK ROWEROWY DĘBOWCÓWKA W PORANNYM SŁOŃCU

 

Ruszyłem, albo nie - ruszyliśmy razem, bo moja przyjaciółka w ciemno kupiła pomysł wyjazdu do Nikiszowca - o świcie. O wschodzie słońca. Kiedy ranne wstają zorze. Na pierwszy ogień – ulica Złota i zabytkowy cmentarz żydowski, czwarty pod względem wielkości w Polsce, zasługujący według mnie na miano miejsca niezwykłego. Byłem w tym roku na rowerze w Pradze i zauważyłem, że Czesi na swoich judaikach robią niezły biznes – ludzie z całego świata przyjeżdżają i podziwiają praski Josefov, żydowską dzielnicę. Częstochowa ma tą przewagę nad Pragą, że tu to wszystko jest autentyczne, bez barierek i wydepilowanych od traw i bluszczu macew – wypolerowanych dodatkowo środkami bakteriobójczymi :). A pożydowska dzielnica, a raczej to, co z niej zostało wygląda dokładnie tak samo, jak w latach czterdziestych ubiegłego wieku, dzięki czemu nie trzeba żadnej wyobraźni, aby przenieść się w tamten świat. Albo nie, trochę trzeba, bo w centralnym punkcie dawnego getta postawiono Biedronkę w kolorze wściekłej cytryny co powoduje, że robi mi się słabo i niedobrze ilekroć tam przechodzę.

DSCF1927

 FRAGMENT CZĘSTOCHOWSKIEGO STAREGO MIASTA BEZ WSPÓŁCZESNEGO ''RETUSZU'' TAK CHARAKTERYSTYCZNEGO DLA DZISIEJSZYCH STARÓWEK

 

Ale wracamy do cmentarza, na który dotarliśmy o poranku . Cmentarz ów pogrążony jest stale w wiecznym półmroku od porastającego drzewa i nagrobki gęstego bluszczu nadającemu temu miejscu charakteru puszczy czy jakiegoś innego dzikiego miejsca. Uratowany dzięki temu, ze przez cały okres PRL-u był położony na terenie, który został włączony w obszar Huty im. B.Bieruta (dziś Huta Częstochowa), a więc niejako przypadkiem strzeżony przez co dostęp do niego był mocno utrudniony. Nigdy nie zapomnę tych chwil, gdy w czasach szkolnych na wagary uciekało się właśnie tam. Przechodząc przez ogrodzenie, z sercem na ramieniu aby nie natknąć się na strażnika wchodziłem w dziwną, nieznaną i obcą rzeczywistość, ekscytującą tym bardziej, że była ona miejscem zakazanym, światem, o którym nie mówiło się w domu, reliktem jakiejś innej, nieistniejącej kultury, która w tajemniczy sposób zanikła . Na tym cmentarzu spoczywają Żydzi i Polacy wyznania mojżeszowego – w dzisiejszym świecie wpakowani ręką pseudo historii i polityki do jednego wora z napisem ''ŻYD'', a więc zdrajca, kołtun i komunista, bo przez całe lata takie epitety były tej nacji przypisane. Zresztą, daleko nie trzeba szukać, wystarczy spojrzeć na napisy na murach naszych miast – gwiazda Dawida na szubienicy występuje na nich bardzo często.

DSCF1858

ODNOWIONA KILKA LAT TEMU BRAMA CZĘSTOCHOWSKIEGO KIRKUTU

 

DSCF1859

CZĘSTOCHOWSKI KIRKUT - JEDEN Z NAJWIĘKSZYCH W POLSCE

 

DSCF1860

POROŚNIĘTY BLUSZCZEM ROBI NIEZWYKŁE WRAŻENIE O KAŻDEJ PORZE ROKU

 

DSCF1861

CMENTARZ ŻYDOWSKI FUNKCJONOWAŁ W LATACH 1800 - 1970

 

DSCF1865

   MIEJSCE, W KTÓRYM POCHOWANO ŻOŁNIERZY ŻYDOWSKIEJ ORGANIZACJI BOJOWEJ

 

DSCF1866

CZĘSTOCHOWSKI KIRKUT - MIEJSCE ZAPOMNIANE, MIEJSCE NIEZWYKŁE

 

Cmentarz, cóż, miejsce to wręcz przygniata zadumą. To, co tam zobaczyliśmy, właśnie o tej porze, w tym idealnym momencie niemal nas odurzyło. Człowiek chodził jak po innym świecie, bo to już nie był tylko cmentarz – ale żywy filmowy plener, miejsce tak urokliwe, tak niezwykłe, że wciąż żałuję, iż nie byłem w stanie uchwycić tego w kadrze. Każde wykonane tam zdjęcie było znacznie gorsze od tego, co było widać na żywo. I niestety, nie mam takiej siły, aby to zmienić.

Stamtąd, już szybciutko, obok huty szkła Guardian wjechaliśmy na żółty szlak VII Dywizji Piechoty, która po przegranej bitwie pod Morkrą we wrześniu 1939 roku przebijała się tędy na wschód. Szlak poprowadził nas do rezerwatu Sokole Góry. Ten niewielki, utworzony w 1953 roku rezerwat chroni zawarte w nim grupy skał wapiennych oraz kilka jaskiń – będących ostoją zimową dla nietoperzy. My jednak poruszając się w szeleście bukowych liści byliśmy tam po to, by zachwycać się pięknem polskiej złotej jesieni. Naprawdę, z takiego dnia chciałem wycisnąć jak najwięcej – stąd trasa nasza biec miała w jak największym stopniu leśnymi duktami, polnymi drogami, albo mało uczęszczanymi drogami. Postanowiłem także przekonać sam siebie, że droga do Katowic może być ciekawa.

 

DSCF1904

REZERWAT SOKOLE GÓRY - DOSKONAŁE MIEJSCE NA ROWER

 

DSCF1907

PRZEJAZD TĄ WĄSKĄ ŚCIEŻKĄ GWARANTUJE SPORĄ PORCJĘ ADRENALINY

 

DSCF1911

REZ. SOKOLE GÓRY - KRWISTE WIDOKI W CIEPŁY, JESIENNY PORANEK

 

Z Gór Sokolich po dość ostrym podjeździe dojechaliśmy do Biskupic, a stamtąd malowniczo ciągnącą się asfaltową szosą dotarliśmy do Poraja. Rzut oka na zbiornik, który ominęliśmy od zachodniej strony po czym kolejnym szlakiem, tym razem żółtym ''Żareckim'' dotarliśmy do Koziegłów. Koziegłowy położone są na terenie dawnego, biskupiego Księstwa Siewierskiego, które zostało włączone do Rzeczpospolitej w 1790 roku. Rezygnujemy z postoju, postanawiając, że na dłuższy popas wybierzemy stolicę tego księstwa, czyli Siewierz. I tak zaczęło się mijanie wioski za wioską. Jadąc podziwiamy zabytkowe kościoły w Koziegłówkach i Pińczycach. Krajobraz niepostrzeżenie zrobił się  bardziej pofałdowany – zaczęły się dłuższe podjazdy po których na szczęście natychmiast następowała ''promocja'' – czyli zjazd. Niekiedy słychać było szum samochodów z pobliskiej autostrady do której czasem się przybliżamy a czasem oddalamy, taki wycieczkowy es-flores.

 

DSCF1760

KOŚCIÓŁ W KOZIEGŁÓWKACH

 

I oto w końcu dotarliśmy do Siewierza. Obowiązkowa sesja zdjęciowa na miejscowym zamku biskupim, szumny wjazd na Rynek, gdzie fundujemy sobie posiłek w postaci kebaba. Dalej zaczyna się już przygoda, a raczej tuzin pytań z serii ''gdzie ten szlak''? Faktycznie, szlak (tym razem koloru zielonego) poprowadzony był beznadziejnie i gdyby nie mapa, to na Siewierzu wycieczka musiała by się skończyć, no chyba, że wybralibyśmy wariant jazdy po autostradzie.

DSCF1768

      POLSKA (ŚLĄSKA) ZŁOTA JESIEŃ W PEŁNEJ KRASIE

 

DSCF1777

ROMANTYCZNE WIDOKI NA ZAMKU W SIEWIERZU

 

Jeszcze spokojni docieramy do miejscowego cmentarza, na którym znajduje się jedna z najstarszych budowli w naszym kraju - romański kościółek p.w. Ścięcia Św. Jana Chrzciciela. Tym bardziej wyjątkowy, że jako jeden z nielicznych posiada w 100% autentyczne, XII wieczne mury. Cóż, ja się tym zachwycam, ale widzę kontem oka, że Magdę taka rzecz raczej nie rozpala. Pyta za to ciągle, kiedy ruszamy dalej i mówi, że marnujemy tylko czas w tym miejscu! Nic, wreszcie przychodzi sygnał wyjazdu, trębacz gra wsiadanego i ruszamy – ale jak się okazuje tak jak szybko ruszyliśmy, tak szybko się zatrzymaliśmy.

DSCF1785

XII WIECZNY ROMAŃSKI KOŚCIÓŁ W SIEWIERZU ZAKOŃCZONY CHARAKTERYSTYCZNĄ DLA SWOICH CZASÓW ABSYDĄ

 

Tuż po przekroczeniu trasy szybkiego ruchu szlak rozpłynął się w tajemniczy sposób. Na nic nasze starania, szukanie choćby śladów zielonej farby na pniach drzew – kilka dróg i każda wydaje się właściwa. I znów trzeba sięgnąć do plecaka po mapę, wrócić do trasy i przejechać nią jakieś 300 metrów. Dopiero potem w las. Ale szlaku nie ma nadal. Jedziemy więc, wybierając najbardziej wyjeżdżone, czy też wydeptane dróżki. Zaczynam tracić nadzieję, że zobaczę ten cholerny Nikisz, pocieszam się tym, że najwyżej piwo wypije w pociągu, choć przecież nie o tym rano marzyłem. Okrążamy pięknie położony Zbiornik Przeczycki od południa i o dziwo – nagle pojawia się zielony maz na drzewie. To nasz szlak! Jadąc nim docieramy do linii brzegowej jeziora, a tam kolejna niespodzianka – pole pełne przyczep campingowych. Wokół ludzie, grill, boisko do siatkówki a wszystko to w połowie października!

DSCF1794

ZBIORNIK PRZECZYCE I MAGDA

 

DSCF1802

SIELSKI WYPOCZYNEK NAD ZBIORNIKEM PRZECZYCKIM

 

Teraz jedziemy prawdziwie malowniczą drogą, można śmiało powiedzieć – korzystamy z polskiej złotej jesieni pełnym garściami. Jest tak pięknie, że mam ochotę zejść z roweru i wytarzać się w tych liściach, które grubą warstwą zaścielają naszą drogę. Bardzo przyjemny szelest. Wjeżdżamy na tamę, dajemy się ponieść ciepłemu oddechowi tej pory roku. Jest tak sielsko, że marzy mi się kąpiel w jeziorze, niestety, woda jest już zimna. Z żalem opuszczamy to urokliwe miejsce i przez Wojkowice Kościelne znów dojeżdżamy do ''jedynki'', którą musimy przekroczyć.

 

DSCF1803

SZLAK ROWEROWY OPLATAJĄCY ZBIORNIK W PRZECZYCACH

 

Tam kolejna porcja atrakcji – Pojezierze Dąbrowskie, obejmujące cztery sztuczne zbiorniki (Pogoria I, Pogoria II, Pogoria III, Pogoria IV) będące miejscem odpoczynku dla mieszkańców Zagłębia i Śląska. My jedziemy kilkunastokilometrową trasą rowerową wzdłuż dwóch największych zbiorników. Mijamy sporo rowerzystów i rolkarzy, miejsce jak najbardziej przypomina mi podobne trasy tego typu w Niemczech i Czechach, choć jest znacznie od nich krótsze. Przed nami niezwykłe widoki: jezioro, złocisty las, z dala widać kominy zakładów przemysłowych. Razem z Magdą stwierdzamy, że warto było pokonać dzisiejszą trasę choćby ze względu na to miejsce, w którym znaleźliśmy się przecież przypadkiem – bo nie ono miało być naszym celem. Jeśli mam być szczery, to nigdy nawet nie słyszałem o tych zbiornikach, a pomysł, żeby jechać wzdłuż nich pojawił się 2 godziny wcześniej – w Poraju. Bardzo lubię wytyczanie drogi na bieżąco, pod wpływem chwili, bo zazwyczaj niesie to ze sobą ciekawość i pytania – ''co za chwilę zobaczę?''

 

DSCF1806

TRASA ROWEROWA PRZY ZBIORNIKU POGORIA IV

 

DSCF1807

ZBIORNIK POGORIA IV - NAJWIĘKSZY NA TZW. POJEZIERZU DĄBROWSKIM

 

A więc mijamy urokliwe Pogorie IV i III po czym wjeżdżamy do Dąbrowy Górniczej. Dalej już czekało nas przebijanie się przez dwa miasta, najpierw Dąbrowa Górnicza a zaraz potem Sosnowiec. Dzień jest krótki, więc o 16 słońce stało już nisko, gdy przejeżdżaliśmy przez główny deptak tego miasta. Trzeba przyznać, że Sosnowiec zrobił na nas dość przygnębiające wrażenie przede wszystkim ze względu na ten deptak. Najdelikatniejsze określenie to to, że jest ponury, choć z tego względu budzący jakieś irracjonalne zaciekawienie. Spieszymy się, bo chcemy dotrzeć na Nikisz przed zachodem słońca, aby zrobić jakieś fotki.

 

DSCF1816

POŁOZONY KILKA KILOMETRÓW DALEJ - ZBIORNIK POGORIA III

 

DSCF1817

ZBIORNIK MORAWA NA GRANICY SOSNOWCA I KATOWIC

 

Mijamy kolejny, bardzo ładnie położony akwen - zbiornik Morawa i już jesteśmy na peryferiach Katowic. Na szczęście Nikiszowiec jest od tej strony, od której wjeżdżamy. Przygotowuję Magdę na to, co tam zobaczy, ale jakoś nie widzę u Niej entuzjazmu. Zapewne nie spodziewała się, że industrialna dzielnica może być urocza. Dopiero, gdy tam wjechaliśmy rozszerzyły się Jej źrenice. Bo Nikisz jest naprawdę wyjątkowy. Stare, górnicze osiedle, wszystkie domy z surowej, czerwonej cegły, okiennice pomalowane na czerwono. Ulice przecinające się prostopadle, podwórza między kamienicami – z każdego z nich wychodzą cztery bramy i wielki, ceglany kościół, w którym w dwóch wieżach znajdują się kopalniane koła, które kiedyś służyły za mechanizm windy, a dziś nakręcają kościelne dzwony. Przejeżdżamy przez nikiszowski park. Czerwień drzew wspaniale komponuje się z czerwienią cegieł po czym przypadkiem, zupełnym przypadkiem fundujemy sobie fantastyczne zakończenie, którego nawet w najlepszych snach absolutnie przewidzieć nie mogłem.

DSCF1824

                                                             CENTRUM NIKISZOWCA

 

DSCF1840

    W ZAPROJEKTOWANYM NA POCZ. XX W OSIEDLU ZNALAZŁO SIĘ MIEJSCE NA PARK

 

Pub Riksza, który zauważyła moja towarzyszka podróży – jest duszą Nikiszowca. Miejsce, w którym jest mnóstwo starych górniczych gadżetów, ubrań, książek, gazet, pocztówek i zdjęć – na niektórych z nich uśmiecha się nawet dziadek z Wehrmachtu :). Rzeczy te zapewne są skupowane od okolicznych mieszkańców i tworzą naprawdę niezwykły klimat tego miejsca. Dodatkową atrakcją jest fakt, że wszystko to można sobie obejrzeć albo po prostu kupić. I właśnie tam, wypijam swoje wymarzone rano piwo, może nawet dwa :). Razem z Magdaleną wsłuchujemy się w rozmowy naszych sąsiadów, miejscowych, którzy swoją gwarą wypełniają to miejsce. Ja oczywiście nie chcę wracać, ale Magda jest zdecydowanie bardziej praktyczna, i chyba tylko dzięki Niej zawdzięczam opuszczenie tego miejsca. W zupełnych ciemnościach dojeżdżamy do Szopienic mając, jak się okazuje szczęście - pociąg do Częstochowy przyjeżdża w ciągu 10 minut.

 

DSCF1849

PUB RIKSZA

 

DSCF1847

WSZYSTKIE GADŻETY, KTÓRE SĄ W PUBIE MOŻNA ZAKUPIĆ

 

DSCF1850

NIKISZ WIECZOROWĄ PORĄ, CZAS SIĘ ŻEGNAĆ

 

A więc zrealizowałem swoje poranne zamierzenie w 100%. Było ciepło i kolorowo, miło i sympatycznie. No i nic bardziej nie smakuje, jak zimne piwo na Nikiszu :)

Artykuły powiązane

  • UCIECZKA W ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI

    Autor:

      11 listopada to prezent, dar od losu i historii. Wolne. Dla większości Polaków nie żaden czas  do zadumy nad cudem odzyskaną wolnością kilkadziesiąt lat temu, ale radość z długiego weekendu. Sklepy monopolowe przeżywają oblężenie już dzień wcześniej, od popołudnia do późnego wieczora. Ot, święto państwowe - my mamy wolne. Jest czas na odreagowanie za trudy tygodnia. Za wykonywaną pracę zwykle za marne pieniądze, za arogancję polityków, w tym także tych z krzyżem na klacie i z gębą pełną frazesów. My mamy wolne. Ja mam wolne. Polska ma wolne.

      Otworzyłem butelkę piwa i pomyślałem o moim wyborze. Jest 10 listopada, piękny ciepły wieczór, Częstochowa. Mogę jechać jutro do Warszawy rzucać cegłą w policję. Wtedy będę niepokornym, a może nawet wyklętym patriotą walczącym z układem. Mogę iść na manifestację organizowaną przez Prezydenta – zostanę wtedy resortowym dzieckiem. Zaraz mi znajdą ojca w ZOMO i dziadka w Wehrmachcie. Mogę iść do kościoła po pseudopatriotyczną indoktrynację i podpowiedź na kogo głosować w nadchodzących wyborach. Mogę się upić i przeleżeć cały dzień. Mogę nie robić nic. Nie chcę nie robić nic, bo szkoda takiego dnia. To jest taki piękny, słoneczny dzień.

  • SZLAKIEM CZTERECH GETT CZYLI INNA, NIEZNANA HISTORIA

    Autor:

    Dziwna jest ta trasa. Pod względem turystycznym – malownicza i kolorowa. Pod względem rowerowym – łatwa, bo nie ma na niej większych podjazdów czy piaszczystych dróg. Pod względem historycznym – bardzo kontrowersyjna. Trudna, wręcz niemożliwa do oceny, a przy tym rozbudzająca tak dużo skrajnych emocji. Wystarczy wejść na jakiekolwiek forum poświęcone Żydom, a spotkać się tam można przede wszystkim z tonem agresywno – obronnym względem nich, lub tych, którzy mają bardziej wyważone na ten temat zdanie. Dziś ani słowa o współczesnych Żydach, przecież wiadomo, że stoją oni za wszystkim:). Chciałem się skupić raczej na czasach Zagłady i polskich Żydach, dawnych współgospodarzach tej ziemi, na której żyli od stuleci pracując ramię w ramię z Polakami.

  • ZAPOMNIANA JURA WIELUŃSKA

    Autor:

    W dzisiejszych wiadomościach przedstawiono mniej znane okolice Częstochowy. Na tych terenach trudno dostrzec rowerzystę. W zasadzie rowerowo nic się tam nie dzieje. To pustynia, pustka, nicość w jednym – tam nie ma życia. Planeta Mars. Ale przecież to tylko pozory. Częstochowa, mając u swego boku Jurę wraz z tysiącem szlaków przyciąga wyżej wymienionych na południe od swych granic. Tymczasem, w zupełnej ciszy, w zapomnieniu między drzewami majaczy się dalsza część Wyżyny zwanej Wieluńską. Wszyscy milczą zdumieni, ktoś zapytał nawet: Jak to? Dlaczego? Którędy? ...

CYKLOID PRO

Projektowanie serwisów internetowych

logo-CykloidPRO-270